Tygrysy, czyli wizyta w Jaffnie
[Sri Lanka – wrzesien 2003]
Od lat piedziesiatych XX wieku narastal na Wyspie konflikt miedzy Tamilami, ktorzy stanowia 14% ludnosci a wiekszoscia syngalezka. Tamilowie to hinduisci, mieszkaja glownie na polnocy – tzw. Tamilowie lankijscy, obecni na Wyspie od 2 tys. lat i w regionach gorskich - Tamilowie indyjscy, "importowani" przez brytyjczykow w XIX w. do zbierania kawy i herbaty. Syngalezi to buddysci. Czara goryczy przelala sie w 1983 roku i wybuchla wojna domowa - chyba kazdy kojarzy Tamilskie Tygrysy (LTTE – Liberation Tamil Tigers of Eelam). W zwiazku z wojna podroz na tereny tamilskie byla zwyczajnie niemozliwa. Zmienilo sie to bardzo niedawno.
Jaffna lezy na samej polnocy, wiec podroz tam troche trwa. Jest bezposredni autobus, ale drogi. Linia kolejowa, ktora kiedys dochodzila do samej Jaffny teraz konczy sie w polowie drogi. Jak mozna sie domyslec z powyzszego - podroz to przygoda z kilkoma przesiadkami.
Etap I: Colombo -> check-pointy
Z Colombo mozna pojechac autobusem do miasta Vavunia, z ktorego jedzie sie potem 10 minut to tzw. 1-go check-pointu lub bezposrednio do samego check-pointu. Jako, ze byla nas spora grupa (18 osob) po lekkich kombinacjach udalo sie zajac miejsca w autobusie, ktory mial zbierac pasazerow dopiero za godzine. Kilkugodzinna podroz na stojaco to nic wesolego - szczegolnie w autobusach na Sri Lance. Podroz na siedzaco to tez nie raj (glownie ze wzgledu na BARDZO ograniczona ilosc miejsca na nogi), ale lepsze to niz nic. No i tu znowu ciekawostka. Nomalnie bilet na tej trasie kosztuje 175 rupii (1,75 USD), mysmy, zajmujac miejsca wczesniej (nielegalnie) zaplacili ... 160 Rupii. Chyba jeden z nielicznych przypadkow, gdzie lapowka jest ujemna. Podroz odbylismy noca.
Etap II: Podroz przez check-pointy
Chceck-point otwierany jest o 6 rano i zamykany o 5 wieczorem. Pierwszy to punkt wojsk rzadowych. Nasza grupa to towarzystwo mieszane lokalno - cudzoziemskie. Cudzoziemcow poproszona na sam poczatek kolejki, wiec mysmy przeszli procedure sprawdzania dokumentow i bagazu bardzo szybko i trzeba bylo przynac, ze byli wobec na bardzo mili. Na lokalnych troche musielismy poczekac. Ich nie przepuszczono na poczatek, mimo, ze podrozowali razem z nami. Dalej jedzie sie albo idzie 10 minut do punktu, gdzie wydawane sa dokumenty, ktore wypelnia sie wkraczajac na tereny kontrolowane przez Tamilskie Tygrysy... Formularz jest oczywiscie po tamilsku, wiec zarowno dla cudzoziemcow i Syngalezow jest to rowny poziom abstrakcji. Byl z nami jeden chlopak, ktory jest Tamilem i pochodzi z Jaffny, wiec ostatecznie nie mielismy problemow z dokumnetami, ale nawet przypadkowi ludzie chetnie pomagaja w wypelnieniu dokumentow. Z tego miejsca jedzie sie kilka kilometrow do check-pointu Tamilskich Tygrysow. Znowu - bardzo mili dla cudzoziemcow, znowu przeszlismy pierwsi i czekalismy na Lankijczykow. Nasze dokumenty – de facto wizy wjazdowe - zostaly opieczetowane. Zwracalismy je opuszczajac strefe tamilska w drodze powrotneji nie mozna bylo ich zatrzymac „na pamiatke”. Dalsza podroz robi niesamowite wrazenie - po drodze mija sie zniszczone swiatynie - hinduskie albo chrzescijanskie (czesc Tamilow to chrzescijanie). Zdarzylo sie, ze jedynym ocalalym elementem kosciola jest figura Matki Boskiej z otaczajacymi ja figurkami modlacych sie dzieci. W jednym miejscu jest wrak czolgu. No i generalne budynki (czy to, co z nich zostalo) – bez dachow, noszace slady kul, zniszczone. Kolejny smutny widok, to palmy bez lisci (spalone) - takie sterczace pnie - kikuty. Wokol dorgi ciagle ostrzezenia o minach przecipiechotnych.
Cala podroz z Colombo do Jaffny zajela nam 16 godzin.
Etap III: Jaffna
Sama Jaffna tez jest zniszczona. Budynki na wpol zawalone, na wpol - zamieszkale, z suszacymi sie ubraniami... Z budynku ratusza nie pozostal kamien na kamieniu. Biblioteka, ktora miala jeden z najwiekszych ksiegozbiorow w Azji splonela lacznie ze zbiorami, ktorych czesc stnaowily jedyne zachowane (do czasu pozaru) egzmenpalrze niektorych ksiazek... Sam budynek jest teraz odbudowany i wykanczany, ale...
W samej Jaffnie nie bylem dlugo - wracalem wczesniej, zeby zdazyc na poniedzialek rano do Colombo. Miasto sprawia wrazenie jakby zatrzymalo sie w czasie kilkanascie lat temu... W sumie tak bylo. Byly to tereny odciete od reszty raju. Ludzie sa tu bardziej przyjazni niz w Colombo i mniej nachalni w oferowaniu dobr i uslug wszelakich. Miasto jest oficjalnie kontrolowane przez sily rzadowe, ale chyba nie do konca maja oni cala wladze w sowich rekach. W jednym z miejsc, gdzie jedlismy, restaurator tlumaczyl, ze ceny sa wyzsze, gdyz musi placic podatki na rzecz Tamilskich Tygrysow. Prawda to czy historyjka dla turystow - nie wiadomo... Sama organizacja to tez ciekawy przypadek. Tamiskie Tygrysy dzialaja legalnie na terenie Sri Lanki (element procesu pokojowego), ale poza granicami uznawani sa za organizacje terrorystyczna. To sie jednak co chwile zmienia. Mnie osobiscie zdziwil na przyklad fakt, ze TT maja swoje umundurowanie, naszywki, etc. Nie mysli sie w tych kategoriach o organizacjach terrorystycznych... Co jeszcze warto wspomniec? Chyba swiezo prazone orzeszki ziemne. To, co sprzedaje sie w fabrycznych paczkach nie ma najmniejszego porownania jesli chodzi o smak czy cene. Inna ciekawa rzecz, to to, ze Tamilowie posluguja sie czasem obowiazujacym w Indiach, ktory jest o pol godziny wczesniejszy wobec obowiazujacego na reszcie wyspy.
Etap IV: Powrot
Jak pisalem wczesniej wracalem do colombo wczesniej. Wracalem razem z praktykantka ze Slowacji, czyli bez lokalnego wsparcia. Nie mielismy najmniejszych problemow na check-pointach. Wecz przeciwnie - bezinteresownie (czytaj: bez proszenia o pieniadze) wsadzono nas na tamilskim check-pointcie do autobusu bez koljeki, w innym ktos zajal dla nas miejsce (jak pomyslicie o 40 osobach podrozujacych autobusem o 20 miejscach, to moze latwiej taki gest docenic. Jakos tak bylo, ze zawsze trafialismy na autobusy akurat-za-chwile-odjezdzajace, wiec podroz do domu zajela nam "tylko" 12 godzin.
Jaffna jest z pewnoscia miejscem, ktore - o ile tylko to mozliwe - TRZEBA na Sri Lance zobaczyc. Sama podroz do Jaffny stanowi polowe przezycia... Bardzo niewielu Lankijczykow-Syngalezow odwiedzilo Jaffne - moze sie boja... Na pewno jest to dla nich przezycie co najmniej rowne, jesli nie wieksze niz dla cudzoziemcow. To tutaj gineli czlonkowie ich rodzin, to ich kraj...


0 Comments:
Post a Comment
Links to this post:
Create a Link
<< Home