Saturday, July 22, 2006

Witam ponownie z gwatemalskiej ziemi...

[Gwatemala '01 - cd.]

Co do źródeł nazwy Gwatemala usłyszałem nową wersję - otóż tym razem powiedziano mi, że "Guatemala" znaczy "kraina wiecznej wiosny".

W weekend miała miejsce moja pierwsza wycieczka poza stołeczny obszar Guatemala City. Otóż w sobotę, z jedną z koleżanek, jej kuzynem i jego dwójką znajomych wybraliśmy się na wieczorno - nocną wycieczkę do Antigua Guatemala. W wolnym tłumaczeniu znaczy to tyle, co "Stara Gwatemala". Jest to historyczna stolica Gwatemali, jednak z powodu trzęsienia ziemi, które je nawiedziło, bodajże w XIX wieku, obecnie slolicą jest Guatemala City.

Antigua znajduje się w odległości około 50 km od Gt. City, jednak podróż trwa około godziny ze względu na to, iż oba miasta łaczy, co prawda szeroka, lecz górska droga - liczne wiraze, etc. Aby opisać różnice między Antiguą i Guatemala City najprościej poslużyć się chyba porównaniem z własnego podwórka - to coś jak Warszawa i Kraków. Pierwsze ważne i w ogole ho ho, ale to drugie ma KLIMAT. Antigua jest atrakcją turystyczną, na ulicach co krok obcy język - słowem światowo. Poza tym, w okolicach rynku jest masa pubów, restauracji, dyskotek. Sam rynek też jest fantastyczny - może nieco większy niż Plac Zamkowy w Warszawie, ale z fontanną po środku, wokól rynku ratusz, kosciól, etc. Najciekawsze jest to, że po około 200 latach od trzęsienia ziemi, część budynków nadal nie jest odbudowna - np. kościól, który za dach ma niebo. Jak tylko odwiedzę Antiguę za dnia - napisze więcej o tym mieście.

W Guatemala City też podobno jest stare miasto, jest to jednak... najniebezpieczniejsza dzielnica stolicy - ktoś coś z tego rozumie? Bo ja nie.

Z Antiguy zebraliśmy się o 1 bo jak już 3 razy pisalem, zgodnie z tutejszym prawem o tej porze kończą się wszytskie publiczne imprezy, zamyka się bary, etc. zabawnym widokiem jest, kiedy do stolika podczhodzi kelner i osobom, które jeszcze nie zakończyły spożywania napojów wręcza styropianowy kubeczek, aby do niego przelać resztkę płynu i zabrać ze sobą.
Wróciliśmy cało i szczęśliwie.

Nastepnego dnia - z tą samą koleżanką i jej rodziną (Tak na marginesie - dziewczyna była jakiś czas temu 6 tygodni wPolsce) udaliśmy się do domku na plazy nad Pacyfikiem. Zastanawiałem się jak to "na plaży" ma się do rzeczywistości - tzn. czy trzeba daleko drałować, aby dotrzeć do wody. W rzeczywistości okazało się, że domek NAPRAWDĘ był nad oceanem! Od wody dzieliło go około 100 metrów i widoku na ocean nic nie zasłaniało.

Tutejsza plaża nie jest wydmiasta jak nad Bałtykiem, tylko płaska (cuś jak Morze Śródziemne). Plaża sprawia wrażenie brudnej - ale to tylko złudzenie. Wydaje się tak, ponieważ piasek jest ... czarny. Kolor jest wynikiem tutejszej aktywności wulkanicznej - kolor piaskowi nadaje pył wulkaniczny. Temperatura piasku też jest całkiem wysoka. Woda ... po pierwsze słona, ale też bardzo czysta (czystsza niż Bałtyk). Ciepła - hmmm wydaje mi się, że miała około 25, moze 27 (czy nawet więcej) stopni - po prostu bajka. A teraz wyobraźcie sobie blondyna z jasną skórą hasającego 2,5 godziny w wodzie w słoneczny dzień... już mi lepiej i mniej piecze. Ale i tak bylo warto!!!!! A ha, plaża jest oddalona od Gt City o jakieś 1,5godziny jazdy samochodem. Sama jazda to piękne widoki - najpierw droga górska, potem jazda obok wulkanów, dalej nizina i tereny plaskie.

Z zabawnych zdarzeń - zaczynam karierę jako nauczyciel ... francuskiego w jednej z tutejszych szkół (całkiem duża, bo ponad 35 nauczycieli, ciągle szkolą nowych, pracują z firmami, etc.). Część wykładowców to Europejczycy. Kilku z nas to blondyni (więc studenci łatwo nas zapamiętuja - otóż w poniedzialek, po wizycie w Antigua, podeszła do mnie jedna z nauczycielek - Niemka i spytała czy byłem w sobotę w takiej i takiej restauracji w Antigua. Hmmm... Okazało się, że ona też tam była i nawet probowała powiedzieć mi cześć, ale jakoś jej nie zauważyłem...

Aby nie przesłodzić, napiszę teraz o innym miejscu, które przyszło mi dziś odwiedzić. Postanowiliśmy nawiązać współpracę z gwatemalskim oddziałem SOS Wioski Dzieciece (www.sos-cv.org). Organizacja ta to najwiekszy prywatny NGO na świecie - działa w 134 krajach!). No i dziś pojechaliśmy na pierwszą rozmowę. W Polsce siedziba tzw. biura koordynacyjnego mieści się w Warszawie, zaś same wioski dziecięce leżą w innych częściach kraju. Tutaj razem jest biuro i wioska. Pani z ktorą rozmawiały dziewczyny z AIESEC (nie mogę powiedzieć, że rozmawialiśmy, bo było to po hiszpańsku) po rozmowie oprowadziła nas po wiosce. Wygląda to tak, że są domki, w których mieszka po okolo 7 - 10 dzieci + etatowa "mama", do tego jest przedszkole i inne budynki. Wszystko ładnie utrzymane i czyste. Ale jak się popatrzy na salkę w której leży w lóżeczkach jakieś 20 brzdąców, które maja kilka tygodni, może miesięcy i pomyśli, że są tu dlatego, że nie mają rodziców (część, to tak zwane "sieroty społeczne - ich rodzice żyją, ale z różnych powodów nie mogą/ nie chcą się zająć potomstwem)... albo gdy przechodzi się obok grupki 4 - 5 latków, ktore patrzą na Ciebie wielkimi oczami, krzyczą "czesc", podają ręce, uśmiechaja się... niesamowite uczucie. Tak samo wyglada to w ponad 130 krajach....

cdn...

0 Comments:

Post a Comment

Links to this post:

Create a Link

<< Home