Saturday, July 22, 2006

Trzeci, czyli 2102, odcinek telenoweli

[Gwatemala '01 - cd.]

"Mala" po hiszpańsku znaczy zła. Niektórzy zastanawiają się wiec, co znaczy "guate" i dlaczego jest zła. Otóż nazwa Guatemala pochodzi z języka Majów i znaczy mniej więcej - tak mi tłumaczono - "kraina drzew" i nie ma nic wspólnego z czymś złym, a „guate” w języku hiszpańskim nie istnieje.

Pisałem Wam może, że nieco zaskoczyła mnie tutejsza pogoda - rano pochmurno, potem trochę cieplej, a ciemno robi się o 18.30. Cóż, dowiedziałem się, że:
- po pierwsze: miasto leży na wysokości 1500 m n.p.m., co powoduje, że jest tu chłodniej niż na niżej położonych terenach, bo podobno nad Atlantykiem "można umrzeć" tak jest gorąco;
- po drugie: akurat godziny, kiedy jest najcieplej zazwyczaj spędzam we wnętrzu budynków, gdzie jest chłodniej i nie czuje się tej temperatury.
Parę dni temu zdarzyło mi się jeździć samochodem (oczywiście jako pasażer) z otwartą szybą i ręką za oknem. Było to może kilkanaście minut, ale uwierzcie - moja skora przybrała nieco czerwone zabarwienie. Innymi słowy - grzeje bardziej niż by mogło by się wydawać.

A propos jeżdżenia samochodem - jak ostatnio naliczyłem - miałem do tej pory 10 kierowców, z czego tylko jeden to facet. Jeśli macie jakiekolwiek stereotypy o Latynosach jako trąbiących na siebie wariatach za kółkiem, którzy pieszych traktują jako wyzwanie, to... macie absolutną rację. Jak to ktoś podsumował - jeśli chcesz zmienić pas i włączasz kierunkowskaz - jest to sygnał, by samochód za tobą, na pasie, na który chcesz wjechać przyśpieszył. Jest na to prosta rada! - nie używać kierunkowskazów przy zmianie pasów!!!

Samochody tutaj to, w dużej mierze, produkcja amerykańska i japońska. Duży udział w rynku ma też Volkswagen. Część marek i modeli to te, które są widywane i na polskich ulicach. Niektore są jenak unikalne dla tego kontynentu. Np VW Gol - cuś pomiedzy Polo a Golfem, lub inna wersja Toyoty Yaris czy też Opel Corsa ... sedan (dla dziewczyn - z bagaznikiem z tylu :)

Część z jezdzacych tutaj maszyn to rupiecie, których nawet nasi słynni laweciarze nie podjęliby się odklepania. Normalne jest, że nie masz jednego ze światel, pogiętą maskę czy inny element, ale jest fajnie. Duża część aut stanowią takie duże amerykańskie cuda, co to jeździ nimi np. Strażnik Teksasu czy farmerzy (część to pick - upy). Co ciekawsze - uzywaja ich tutaj, poniewazż są ... tanie. Po drugie, w takiego pick - upa łatwiej wsadzic 6 osób (do skrzyni ładunkowej z tyłu) niż upychac ich na 3 siedzeniach - czysta logika (a ha, nawet policja tak jeździ).

Pociągow tutaj nie ma, poza jednym - towarowym (na razie o nim tylko slyszalem). Ale co tam pociag - jedzie, to niech szanuje kierowcow! (linia przechodzi przez centrum Gwatemala City). Maszynista trąbi, to i kierowcy trąbią. W zwiazku z tym max prędkość pociągu w mieście to okolo 20 km/h.

Jest tu ciepło, więc nie używa się ogrzewania - logiczne, nie :) Za to wielkość (a wlaściwie szerkość) lodówek zajmuje przestrzeń, ktorą oszczędza się przez niemontowanie kaloryferów. O ile ich wysokość podobna jest do naszych (w sumie ludzie tutaj niźsi od nas, nie mowiąc o Indianach, którzy średnio osiągają coś okolo metra-pięćdziesiąt-w-czapce) to szerokość stanowi około 1,5 naszej lodówy, w tym duuuuzży zamrażalnik.

Co do tutejszych zwyczajów żywieniowych, to po pierwsze - wiecej się pocą (fuj! :), więc potrzebują więcej soli. W związku z tym normalne jest tutaj jedzenie soli z ... owocami. Np. pomarancza z solą, mango z solą, jabłko (!) z solą. Sami sprobujcie! Poza tym, wszechobecna tortilla - w Polsce bymy to cudo nazwali pewnie "podpłomykiem" - mieszanka mąki kukurydzianej z wodą, uformowana w małe placki i tak upieczona. Uzżywają tego tutaj tak, jak my chleba. Ale naprawdę jest smaczne.

Kolejne cudo - czarna fasola - "frijoles", czytane FRIHOLES. Np. jajecznika - taka normalna, z szynką, do tego - trotilla i na oddzielnym talerzu podsmażona czarna fasola (ale nie nasiona, tylko taka papka). Najblizszy smak ma fasolka po bretońsku, ale to nie oddaje istoty tego dania...

Kolejnym zdziwieniem dla mnie bylo ile osób stąd było w Polsce. Część AIESECowcow pamięta jeszcze kongres światowy z '96 roku, inni byli na wymianie (np. na UW i Kielcach), inne osoby pracowały w Niemczech jako au pair i odwiedziły z różnych powodów Polskę. Poza tym w każdym domu (prawie każdym) zdjęcie papiezża - ale o tym juz chyba wspominałem). Ogółem rzecz biorąc, podejrzewam, że więcej Gwatemalczyków bylo w Polsce niż Polaków tutaj.
Wiem, że oprocz mnie są tu jeszcze 3 Polki - Eliza, ktora przyjechała tu 2 lata temu, poza nią dwie, których na razie nie poznałem.

Koleja rzecz - podobna a jakże inna - dyskoteka. Po pierwsze, bramkarze wybierają sobie kogo wpuszczą. Podobasz się - wchodzisz, nie podobasz się - trudno, przebierz się albo startuj gdzie indziej. Ja mam dobrze, bo z racji mojej blondynowatości nie powinienem mieć z tym problemu... w końcu CUDZOZIEMIEC. Jak już się uda, to ... okazuje się, że nie trzeba placić... ale tylko przez chwilę... Podchodzi bowiem miły pan i informuje, że trzeba zamówić coś do picia. Taaak... Cola w dyskotece pokrywa całkowicie koszty wejścia. Inną kwestią jest to, że nikogo nie dziwi widok podrygujacego na parkiecie 40latka z równie leciwą partnerką. Choć i tak większość stanowią 20-30 latkowie. Pisałem juzż też, że wszystkie publiczne imprezy muszą skończyc się do godziny 1-szej.

1 Comments:

Anonymous Anonymous said...

czego szukalem, dzieki

December 23, 2009 7:47 AM  

Post a Comment

Links to this post:

Create a Link

<< Home