Wednesday, July 26, 2006

Telenowela gwatemalska - odc. 2107

[Gwatemala 2001 - c.d.]

Jest tu jedna rzecz, która mnie chyba nie przestanie nigdy dziwić - mam na myśli transport publiczny, a w szczegolnosci autobusy! (Tramwajow, metra, ani pociagow - poza jednym, o ktorym już pisałem) w tym kraju nie ma.

Co jakiś czas fundowane mi są nowe przeżycia związane z użytkowaniem rzeczonych środków komunikacji. Bo na przykład - dwukrotnie powiedziano mi, żeby czekac na autobus w miejscu, które nie leży na trasie linii na którą miałem podróżować. Bo na przykład - nadać autobusowi numer, to jeszcze nic. Linia nr 1 może jeżdzic w kilku różnych kierunkach. Wszystko zależy od magicznych literek dodawanych do numeru albo od dzielnego młodzieńca, który wykrzykuje stację doeclową danego autobusu - tutaj dwa słowa o owych "krzykaczach". Są to zazwyczaj ludzie młodzi, żeby nie powiedzieć „gówniarze” (a przynajmniej na takich wyglądają), ale głosy mają lepsze niż niejeden tenor (niech się Pavarotti schowa). Kiedy autobus jedzie lub zatrzyma się, to oni wrzeszczą ile sił Bozia dała, co by przechodniów do przejażdżki zachęcić. Dodatkowo, młodzieńcy owi sluża jako... kierunkowskaz. Otóż jeżdżąc po Gwatemali samochodem należy pamiętać, że kierunkowskaz, zwany tudzież migaczem, to tutaj co innego, niż np. w Europie. Miejscowym służy on do drażnienia innych kierowców - mechanizam działania banalny - ja włączam kierunkowskaz, Ty się denerwujesz i przyspieszasz, nie wpuszczasz mnie i jestes zadowolony, że tak zrobiłes, a ja się cieszę, że Cię zdenerwowałem. Jeśli chce się zmienić pas, to albo o migaczu się zapomina, albo sygnalizuje chęć zmiany poprzez...gest ręką - wysadza się ją przez okno. Zadziwiające, ale ta metoda skutkuje w jakichś 90% (przewaga kontaktu interpersonalnego?). Ale wracając do "asystentów” kierowcy autobusu. Jako, że jest to maszyna wielka, to taki kierowca może łapkę wystawić tylko przez swoje okienko. Pomocnik czyni to z drugiej strony autobusu.

I jeszcze o światłach - o tym, żeby w dzień ktoś używał nie ma mowy. Ewentualnie w deszczu - część kierowcow. Ale zdaża się, że i w nocy swiatła nie wydają się potrzebne - ciemno, więc nikt nie zauważy, że nie używam. Co ciekawsze, zdaża się to i w... radiowoazch. Ciemna noc, samochód bez swiateł - to własnie tutejsi stróże porządku na służbie.

Wracając do kwestii różnych tras tych samych linii autobusów. W poniedziałek miałem zajęcia w Czerwonym Krzyżu. Żeby się tam dostać należy jechać autobusem nr 1 lub 2. Tak też zrobilem (a przynajmniej tak mi się do pewnego momentu wydawało). Przemiły pan kierowca jechał, jechał, ale zamiast do Strefy 1, gdzie mieści się CK, pan kierowca jechał trasą krótszą. Efektem przejażdżki było to, że po półgodzinnej podróży znalazłem się dokładnie w miejscu, z którego wyruszylłem. Szczerze mówiąc to się tylko uśmialem. Nic innego mi nie pozostało. Skończylo się jednak dobrze, bo następny autobus zawiózł mnie już na miejsce. Co najciekawsze, nawet się nie spóźniłem (jako porządny nauczyciel, spodziewający się przygód z autobusami, do pracy wyszedłem godzinę wcześniej - jak się okazało - słusznie.

Inna historia, to jazda autobusem w godzinach szczytu. Jesli ktoś myśli, że polskie autobusy potafią być zatłoczone, to się myli. Mój ulubiony widok, to autobus, z którego z "otworów drzwiowych" zwisa pięciu chłopa. Tak sobie jadą - i autobusem, i na świeżym powietrzu (chyba, że mija się inny autobus, zostawiajżcy za sobą piękne czarne obłoczki spalin). Dwa razy jechałem w takim tłoku, ale w środku. Nie mam zamiaru ryzykować "odpadnięcia" nawet jeśli oznacza to spóźnienie do pracy.

Z życia codziennego - ostatnio parlament podniósł VAT z 9 na 12 %. W porównaniu z naszymi stawkami jest to nic, ale ludzie się buntują, a kwestia nie w stawce, ale w tym, że pieniądze nie pójdą na wydatki społeczne, ale do kieszeni rządzących, ze znienawidzonym prezydentem na czele (głowa państwa to temat na oddzielny post). W związku ze zmianami w podatkach, w ubiegłą środe (1 sierpnia ‘01) odbył się strajk narodowy. Stanąć miało wszystko, jednak nie do końca się udalo. Autobusy jeździly, uniwersytet pracowal, ja miałem swoje zajęcia. Ale to wszystko tylko do 16.00. Potem nawet te instytucje, które nie przystapiły do strajku, zamknęły swe podwoje z powodu akcji protestacyjnych przed pałacem prezydenckim. Jak to okreslono - w obawie o bezpieczeństwo pracowników czy studentów. Ważne jest to, że strajkowały nawet McDonaldsy i inne tego typu wynalazki. Cóż, prezydentowi udało się zjednoczyć naród... przeciwko sobie.

0 Comments:

Post a Comment

Links to this post:

Create a Link

<< Home