Saturday, July 29, 2006

Sri Lanka - początek

[Sri Lanka - czerwiec 2003]

Witam!
Piszę to we czwartek (12 czerwca 2003), po 2 dniach spędzonych w Colombo. Ciekawe kiedy to czytacie, bo na razie nie mam dostępu do Internetu, ale mam nadzieje, że się to szybko zmieni.


Podróż. To chyba dobrze (przynajmniej z mojego punktu widzenia), ale właściwie nie mam o czym pisać. Warszawa => Wiedeń, 2,5 h czekania => Colombo. Na docelowym lotnisku też bez problemu. Tylko na walizkę poczekałem chyba ze 40 minut, ale w końcu się pojawił (gdy już zastanawiałem się, gdzie zgłasza się zagubienie bagażu).


Pogoda. Pierwszy haust powietrza to lekkie zdziwienie. Weźcie haust pary znad czajnika i będziecie wiedzieć o co chodzi. Ale po kilku sekundach się przyzwyczajasz. Wrażenie powraca, kiedy wyjdzie się z klimatyzowanego wnętrza.

Na razie nie padało (nie licząc dwóch pięciominutowych mżawek), temperatura to 25-30 i więcej stopni. Powietrze jest wilgotne. I tu pojawiają sie dwie szkoły co do wplwy wilgotności na odczuwanie temperatury (i samopoczucie generalnie). Ja osobiście wolę wilgotne 35 stopni od suchych 35. Inne osoby nie znoszą wilgotnych upałów twierdząc, że wilgotne 35 to tak jak suche 40...

W nocy śpi się z włączonymi wentylatorami. Szczerze mówiąc obawiałem się, że będzie nieco gorzej z warunkami atmosferycznymi i moją do nich adaptacją, ale wydaje się, że jest naprawdę dobrze.

(Dopisek z 20.07.'03): Jednak od czasu do czasu pada. Potrafi być tak, że w ciągu kilku sekund rozpętuje się prawdziwa ulewa. Tak po prostu. Wtedy, po powrocie do domu, tak może wyglądać rozmowa: (zapis autentyczny, autor był jednym z rozmowców, zgadnijcie którym):
- Wróciłeś i już zdążyłeś wziąć prysznic?
- Nie brałem jeszcze prysznica, własnie wszedłem.

Temperatury bywaja zróżnicowane. Jeden, czy dwa dni, to pogoda, która w tutejszym rozumieniu może byż nazwana chłodną - czyli, wtedy, gdy można bez włączonego wentylatora siedzieć w zamkniętym pomieszczeniu i się nie rozpływać (co nie oznacza nie pocić!).


Flora i fauna. Oprócz ludzi (o tym za chwilę); w domu mieszkają z nami mrówki (takie malutkie, ale i dużych też kilka widziałem), komary - ale te to właściwie wpadają od czasu do czasu (szczególnie po południu) i gekony (takie malutkie!). Innych żyjątek (które podobno też bywają) nie udało mi się na raze spotkać.

(Dopisek z 20.07.'03): Udało mi się spotkać i inne żyjątka - karaluchy. Fuj! Najgorzej, że tutaj karaluchy latają. Nie jest to najmilszy widok. Tym bardziej, że wielkością też odbiegają od "naszych". I wcale nie chodzi o to, że tu są mniejsze...

Z perspektywy samolotu Sri Lanka wygląda bardzo zielono, szczególnie, gdy chwilę wcześniej leciało się nad sprawiającymi wrażenie suchych Indiami. Z pewnej wysokości, dopóki nie daje rozróżnic się drzew, widok jest bardzo podoby do polskich lasow. Dopiero potem widać, że większość drzew to... palmy kokosowe. Duuuuuużo ładniejsze niż ta jedna wyskubana plastykowa warszawska na rondzie de Gaule'a.

(Dopisek z 20.07.'03): Moja jedyna dotychczasowa wycieczka poza Colombo to plaża (miejsce o nazwie: Unawatuna) tydzień temu. Czas dojazdu: ok. 3 h autobusem. Wyobraźcie sobie: zatoczka, laguna, łagodne fale uderzające o piaszczysty brzeg porosnięty palmami. Na krańcu jednego z ramion laguny, na wzgórzu buddyjska biała świątynia - stupa. Ze świątynnego wzgórza podziwiać można zachód słonca... śliczne, prawda...

Mieszkaliśmy w czymś, co oni tu nazywają "guest house", a u nas mówiłoby się "hotelik". Mianem "hotel" określa się tu każde miejsce, gdzie... podaje się jedzenie, choćby nie było nawet łóżka. Innymi słowy,polskie bary mleczne należałyby do kategorii "hotel". Wracając do miejsca naszego noclegu - z ofeorwanej ceny 500 rupii (20 zł) za pokój za noclego, udało nam się zejść do 300, czyli 12 zł. Pokój mieści 2 osoby. Więcej płaciliśmy za każdy z posiłków jakie tam jedliśmy.

Z ciekawostek - z Tomkiem, praktykantem z Polski nie chcieliśmy płacić za dużo za śniadanie, więc poszliśmy szukać lokalnych miejsc, gdzie można coś zjeść. Za to samo, co resztę kosztowało 75 rupii od osoby. Myśmy zapłacili razem 50.

Plaża, turyści, cudzoziemcy, pieniądze, a więc i okazja do zrobienia biznesu przez wszelkiej maści lokalnychprzedsiębiorców i "przedsiębiorców":
- kobiet chodzących po plaży z torbami ubrań (polecam! jedne z najlepszych, najtańszych i najtrwalszych ubrań, jakie udało mi się kupić naa Sri Lance);
- handlarzy pamiątek - targować sie! targować się! i jeszcze raz targować się! - można zejść nawet do 25% początkowo oferowanej ceny, a "last price" wcale nie oznacza, że za chwilę nie będzie taniej. Warto jednak przed przystąpieniem do "negocjacji" rozeznać się po okolicy, popytać innych turystów i podróźników, odwiedzić sklepy w Colombo (w miarę możliwości). Może się okazać, że dedykowany sklep pamiątkarski w stolicy sprzeda to samo taniej i jeszcze ładnie zapakuje, a płatność przyjmie kartą (mój ulubiony tego typu sklep w Colombo to Lakmedura - 113, Dharmapala Road, Colombo 07- obok parku "Vihara Mahadevi" - należy wysiąść z autobusu na przystanku "(national) library")
- treserów małpek;
- sprzedawców kokosów
- zaklinaczy węży (w tym kobr królewskich);
- "beach boysów" - lokalnych młodzików oferujących... "rozrywki" starszym białym turystkom.
- bezzębnych dziadków oferujących masaż głowy (i nie tylko). Któregoś pięknego poranka, jeden z kolegów cierpiących na "syndrom dnia następnego" skorzystał z oferty masażu głowy, który według zapewnień oferenta, miał złagodzić ból głowy. Po 10 minutach masażu, kolega... zwymiotował, ale twierdził, że faktycznie, od razu poczuł się lepiej...
- i pewnie jeszcze wielu innych, wyżej nie sklasyfikowanych lub należących do kilku kategorii na raz.

Tacy handlarze to niezła lekcja asertywności i sztuki mowienia "nie". Wszelkie wahanie, czy okazanie zainteresowania oferta, to murowane 15 minut przekonywania, że jednak nic się nie chce kupić.


Jedzenie. MNIAMMM!!!! Da się zjeść kolację za równowartość, mniej wiecej, 68 groszy (!!!). Stosunkowo drogie (w porównaniu do cen dań) są napoje. 1,5 l wody kosztuje mniej więcej 1,8 zl; napoje gazowane (cola i tym podobne) - butelka opojemności 207 ml (!) kosztuje okolo 80gr. Od samego początku (z perspektywy 2 dnia nie brzmi to jeszcze co prawda tak triumfalnie, ale...) jadłem miejscowe rzeczy - bez odwiedzania McDOnalda, którego jeszcze(!) nie widziałem i Pizzy Hut którą juz widziałem.

W przeciwieństwie do osób (cudzoziemców), ktore tu są już od jakiegoś czasu, nie odważyłem się jeszcze na picie wody z kranu.

Na Sri Lance powinno się kręcić wszystkie reklamy napojów, które z założenia pije się chłodzone, a to ze względu na wilgotność powietrza - wszystko, co wyjmie się z lodówki NATYCHMIAST pokrywa się piękną, bujną (czy to własciwe słowo w odniesieniu do wody?) rosą. O ile na napojach wygląda to, w miarę, normalnie, to już gorzej, jeśli zdarza sie to na czekoladzie. Mówi się trudno i wcina dalej.

(Dopisek z 20.07.'03): - Nadal obyło się bez wizyty w Pizza Hut i McDonalds (ciągle nie wiem, gdzie ten ostatni jest). McD jest tu podobno drogi i wizyta tam, to dla praktykantów swoiste przeżycie i nie zdarza sie często. Jedna z praktykantek dostała kiedyś (forma okazania sympatii?) zestaw z McD. Inna osoba była rozczarowana, gdy szef, który zabral ją do PH zamówił... ryż. Warto tu dodać, że typowy posiłek tutaj to ryż-z-czymś-tam.

Supermarket tutaj to sklep o metrażu "większego sklepu osiedlowego" w Polsce, a ceny produktów, czy to w sklepikach, czy w supermarketach właśnie, są takie same. Wynika to z faktu, że na każdym opakowaniu producent umieszcza maksymalną cenędetaliczną (M.R.P. - maximum retail price - tak samo jest np. w Indiach). Bardzo dobre rozwąazanie. Ostatnio udało mi sięwykłócić w supermarkecie o 2 rupie (coś koło 8 gr.)!

Miejscowe wynalazki. Co kraj to obyczaj, nieprawdaż? Czasami to, co widzę dookoła przypomina film "Mis". Talerze nie są co prawda aluminiowe i przykręcane do stołu, ale... żeby było praktycznie, w jadłodajniach (tych niedrogich na pewno - wiem, bo widziałem, w innych nie wiem) talerze podaje się przykryte... plastykową folią (taką, w jaką u nas pakuje się kanapki). Rozwiązanie to ma kilka zalet:
- jeśli klient nie porwie folii i nie upaćka talerza, nie trzeba (teoretycznie) zmywać;
- łatwiej posprzątać składając ze sobą końce folii i zawiązując je (z resztkami w środku);
- klient ma pewność, że powierzchni, z której je, nic przed chwilą nie biegało.

(Dopisek z 20.07.'03): Droższe miejsca nie mają folii na talerzu.

Miejsca, gdzie zazwyczaj się tu je (odnoszę to do praktykantów), to miejsca, gdzie jedzą przede wszystkim miejscowi i biała skóra nie jest tam częstym widokiem (oprócz nas). W Polsce takie miejsca raczej by się omijało szerokim łukiem ze względu na ich wyglad i podejrzenia o brak higieny.

"Dom" (jeszcze w cudzyslowie). Jest (podobno), jak na warunki tutejsze, naprawdę niezły. 4 sypialnie - po 2 osoby w kazdej (mi jako współlokator(ka) trafiła się praktykantka z Finlandii) + kuchnia + łazienka (z bieżącą wodą, co nie jest podobno czymśdostępnym w każdym domu) + salono-przedpokój na dole i na górze (dom jest piętrowy). Mieszka tu w tej chwili 8-9 osób: Finka, 2 Litwinki, Kanadyjka, 3 Rumuni, Norweg i ja + nocują od czasu do czasu miejscowi aiesecowcy. Oprócz nas, w drugim domu mieszkaja: jeszcze jeden Polak, Słowaczka, Kanadyjczyk, Rosjanie, Japonka.

(Dopisek z 20.07.'03): No i już skład się zmienił: po skończonych praktykach wyjechał jeden Rumun i Litwinka. Szkoda, bo akurat te osoby były jednymi z fajniejszych. Pojawili sie za to 2 Holendrzy. Ja jutro (oby!) zmieniam lóżko, choć zostaję w tym samym pokoju, a za tygodnie zmieniam pokój. Każda z tych zmian, to zmiana na lepsze, więc się cieszę.

A najtrudniej poradzić sobie z... ... lewostronnym ruchem ulicznym. Lata wbijania dziciom do głowy "najpierw w lewo, potem w prawo i jeszcze raz w lewo, i jeśli nic nie jedzie, to przechodzimy" zrobiły swoje. Mimo, że na poziome świadomym, wiem, że tutaj powinno się najpierw spojrzec W PRAWO, to odruch jest inny... To samo na środku jezdni, zamiast w lewo, odruchowo patrzy się w prawo. A jak jest skrzyżowanie/ zakręt to juz w ogóle katastrofa, żeby zgadnąć, gdzie patrzeć najpierw...

0 Comments:

Post a Comment

Links to this post:

Create a Link

<< Home