Obrazki z życia codziennego
To jest właśnie przewaga pobytu zarobkowo-życiowego nad turystycznym. Doświadcza się rzeczy, o których prawdopodobnie nie miałoby się pojęcia, gdyby się ich nie przeżyło.
Obrazek 1
Jedziemy samochodem, spokojnie, wolno. Nagle ŁUP! Kurczę, co to? Ktoś rzucił kamieniem, czy co? Obracam się, a tam - jak w zwolnionym tempie – motocyklista przechyla się i pada na ulice.
Co się stało???
W samochodzie była nas trójka nikt nie wiedzial. Jak się za chwilę okazało, motocyklista jadący za nami postanowił w nas wjechać. Jak to jednak bywa – dwuślad ma tę przewagę nad jednośladem, że jest stabliniejszy. My mieliśmy tylko porysowany zderzak. Nieszczęśnikowi też, w sumie, nic się nie stało - potłukł swiatło, kierunkowskaz i kolano. Jednak - jako, że było widać, iż dziewczyna kierująca samochodem ma pieniądze (w dodatku w samochodzie siedział blondyn, a więc AMERYKANIN, czyli niby ja), to sprawca wypadku próbował zwalić winę na dziewczynę.
Tere (dziewczyna, która prowadziła) zadzwoniła po ojca, koleś zadzwonił po szefa (motor najwzraniej był służbowy)... No i się zaczęło. W sumie nie kłócili się ani nie wrzeszczeli, ale mieli sobie parę rzeczy do powiedzenia. Najśmieszniejsi byli w tym policjanci, którzy wyglądali, jakby w ogóle nie wiedzieli co się wokół nich dzieje. Po okolo 2 godzinach wszyscy się rozeszlismy.
Obrazek 2
Wyjeżdżamy z Marią z jej domu. Hmmm... Zostawiła portfel. Wraca. Nie ma. „GDZIE ja go zostawiłam????” No cóż, po długich rozmyślaniach dochodzi do wniosku, że w barze, w ktorym poprzedniego dnia bylo spotkanie (niezla impreza, co - zapomnieć portfel z wszystkimi dokumentami... No cóż... mowi się trudno (na szczęście nie miała pieniędzy ani kart kredytowych)... Następnego dnia dzwoni telefon... To jakiś tajemniczy Carlos... Mówi, żeby się spotkać o 18.30 w takim i takim miejscu. Nie chce powiedzieć jak wygląda ani jak się z nim skontaktować. To on ją znajdzie....
Jest 18.35, zjawiamy się na miejscu (5 minut spóźnienia. To nic - on na pewno będzie jeszcze później). Po 40 minutach czekania odjeżdżamy. Nie, to nie...
Nastepnego dnia Carlos znowu dzwoni, tylko... Maria nie odbiera telefonu, bo nie zdąża. Oddzwaniamy pod numer z ktorego dzoniono - nikt tam o „Carlosie” nie slyszał. Pewnie chce kasę. W końcu, po dwóch dniach, znowu telefon - znowu się umawia. Tym razem jest (wtedy też był i to punktualnie, ale nie czekał, to nasza wina, że się spóźiliśmy). Tym razem jest... Podchodzi... Oddaje portfel... Odchodzi. Dziwne...
Obrazek 1
Jedziemy samochodem, spokojnie, wolno. Nagle ŁUP! Kurczę, co to? Ktoś rzucił kamieniem, czy co? Obracam się, a tam - jak w zwolnionym tempie – motocyklista przechyla się i pada na ulice.
Co się stało???
W samochodzie była nas trójka nikt nie wiedzial. Jak się za chwilę okazało, motocyklista jadący za nami postanowił w nas wjechać. Jak to jednak bywa – dwuślad ma tę przewagę nad jednośladem, że jest stabliniejszy. My mieliśmy tylko porysowany zderzak. Nieszczęśnikowi też, w sumie, nic się nie stało - potłukł swiatło, kierunkowskaz i kolano. Jednak - jako, że było widać, iż dziewczyna kierująca samochodem ma pieniądze (w dodatku w samochodzie siedział blondyn, a więc AMERYKANIN, czyli niby ja), to sprawca wypadku próbował zwalić winę na dziewczynę.
Tere (dziewczyna, która prowadziła) zadzwoniła po ojca, koleś zadzwonił po szefa (motor najwzraniej był służbowy)... No i się zaczęło. W sumie nie kłócili się ani nie wrzeszczeli, ale mieli sobie parę rzeczy do powiedzenia. Najśmieszniejsi byli w tym policjanci, którzy wyglądali, jakby w ogóle nie wiedzieli co się wokół nich dzieje. Po okolo 2 godzinach wszyscy się rozeszlismy.
Obrazek 2
Wyjeżdżamy z Marią z jej domu. Hmmm... Zostawiła portfel. Wraca. Nie ma. „GDZIE ja go zostawiłam????” No cóż, po długich rozmyślaniach dochodzi do wniosku, że w barze, w ktorym poprzedniego dnia bylo spotkanie (niezla impreza, co - zapomnieć portfel z wszystkimi dokumentami... No cóż... mowi się trudno (na szczęście nie miała pieniędzy ani kart kredytowych)... Następnego dnia dzwoni telefon... To jakiś tajemniczy Carlos... Mówi, żeby się spotkać o 18.30 w takim i takim miejscu. Nie chce powiedzieć jak wygląda ani jak się z nim skontaktować. To on ją znajdzie....
Jest 18.35, zjawiamy się na miejscu (5 minut spóźnienia. To nic - on na pewno będzie jeszcze później). Po 40 minutach czekania odjeżdżamy. Nie, to nie...
Nastepnego dnia Carlos znowu dzwoni, tylko... Maria nie odbiera telefonu, bo nie zdąża. Oddzwaniamy pod numer z ktorego dzoniono - nikt tam o „Carlosie” nie slyszał. Pewnie chce kasę. W końcu, po dwóch dniach, znowu telefon - znowu się umawia. Tym razem jest (wtedy też był i to punktualnie, ale nie czekał, to nasza wina, że się spóźiliśmy). Tym razem jest... Podchodzi... Oddaje portfel... Odchodzi. Dziwne...


0 Comments:
Post a Comment
Links to this post:
Create a Link
<< Home